Mario Kart Wii - miniRecenzja

Przytoczę tutaj to, co nabazgrałem na innym forum.
No więc - gra znakomita. 12 osób podczas wyścigu zamiast 8 robi swoje, gra jest dynamiczniejsza, bardziej nieprzewidywalna, szczególnie w multiplayerze. A skoro już przy nim jesteśmy - granie we 2 osoby na jednym ekranie dalej sprawdza się znakomicie. We cztery osoby nie próbowałem. Dalej - nowością w serii i chyba największą frajdą jest tryb WFC - w przeciwieństwie do tego na DSa, grać można z aż 12 graczami. Wyszukiwanie oponentów jest bardzo szybkie, a to za sprawą dość innowacyjnej technologii - serwery Mario Kart WFC są podzielone na pokoje, w których cały czas ktoś gra. Tak więc już przy samym podłączeniu się do sieci, jesteśmy ulokowani w jakimś pokoju. Oczywiście “pomieszczenia” nie mają swoich konkretnych nazw, to tylko moja teoria. W pokoju może być maksymalnie 12 osób, gdy pokój się przepełni - tworzony jest kolejny, do którego są przenoszenie nowo podłączeni gracze i tak dalej i tak dalej. Mnie tylko raz się zdarzyło że jechałem “1 na 1″. Zwykle liczba osób grających jest pomiędzy 6 a 12. Co każdy wyścig można się rozłączyć, co powoduje ustąpienie miejsca innemu graczowi. No i tak to się zapełnia. Grać można oczywiście Worldwide (czego nie polecam, od razu zdewastują cię Japończyki, którzy są jakimiś robotami grającymi w MK 24/7, lub dostaniesz disconnecta - co prowadzi do utraty punktów, które mierzą twoją umiejętność i doświadczenie - zaczyna się od 5000 punktów, jeżeli zajmiesz miejsce w pierwszej połowie, np. miejsce 4 na 10 graczy, dostajesz punkty, gdy znajdziesz się poza 1/2 graczy, np. 8 na 12 graczy, Nintendo kasuje ci licznik o odpowiednią ilosć punktów). Ja póki co nie moge się wybić poza barierę 5600 punktów - miałe ostatnio dobra passę, która zostałą przerwana przez kilkakrotne ulokowanie się na ostatnim miejscu).
W grze kierować można wszystkimi kontrolerami kompatybilnymi z Wii - Wiilot, Wiilot+Nunchuk, GameCube Controller, Classic Controller. Ja grał głównie kółkiem (czyli wiilot włożony w WiiWheel które dodawane jest do gry), co poza wygodą owocuje pojawieniem się obok nicku złotej kierownicy (co pokazuje że przez około 95% czasu mojej gry, używałem kółka). Classic controllerem też się fajnie ciupie, Gacka nie mam więc nie wiem, a nunchuka sobie nie wyobrażam - więc nie grałem.
Mammultum rzeczy do odblokowania - motocykle, karty, postacie… Wszystko to dostajesz w najróżniejsze sposoby - za przechodzenie kolejnych GrandPrix w singleplayerze, za wygrywanie przez WFC, za pobijanie czasów innych graczy z całego świata.

Jest jeszcze mnóstwo innych bajerów do opisania (model jazdy motocyklami, Mario Kart Channel, Competitions, WFC na Splitscreen), ale tym zajmę się kiedy indzej.  ^_^

Sam & Max: Episode 4 za friko!

THE FULL EPISODE FOR FREE!
The fourth adventure of the legendary dog and rabbity-thing crime fighting duo is now absolutely FREE. What’re you waiting for? Click the button!
…and, if you like this free game, we have lots more just like it. Take a look.

Wystarczy odpalić Steama, w wyszukiwarce wpisać “Sam & Max”, z listy wybrać Episode 4 i cieszymy się grą.

Legend of Zelda: The Movie

Wczorajsza data starczy więcej niż tysiąc słów :) 

Dzieci sieci

Po długim czasie, ze szklanką ciepłej Coli w lewej ręce, przy otwartym oknie, siedząc na niewygodnym fotelu, spoglądając w brudny i zakurzony ekran zabieram się za napisanie kolejnej, arcyorginalnej notki.

A ta rzeczyć będzie o (chwila namysłu)… O internecie!

Tak, tym internecie: dziele Szatana, lasce Lucyfera i nocniku Belzebuba. No bo to że kontakt z każdym w każdym miejscu świata był już w czasach Robinsona Cruzoe, tyle że prędkość takiego przesyłania wiadomości drogą morsko-butelkową była po prostu niska. Na pomoc rozwojowi przyszły gołębie i inne pierdoły z Pocztą Polską na czele, ale to jest niedość że wolne, to jeszcze drogie. A tak - włączasz PC/Laptopa/Maca/Macbooka/PDA/Nintendo DS/Playstation Portable/Nintendo Wii czy inny sprzęt obsługujący połączenia Wi-Fi i cieszysz się życiem jakim jest codzienne doglądanie szmatławych serwisów typu Onet, sprawdzanie spamu na Gmailu czy dyskutowaniu na beznadziejnych forach PHPbb (by Przemo oczywiście, bo darmowe). Ale nie to w tej całej sieci jest kapitalne - otóż bardzo prężnie z otchłani telewizji wychodzą ludzie, by bardzo szybko wpaść w otchłań internetu. Popatrzmy na ten przykład na fanów telenowel. Mimo iż dzisiaj również jest ich wiele w telewizji, to - powiedzmy sobie szczerze - w internecie jest ich wiele więcej! I nie są to nowele leprze (znaczy gorsze w mniemaniu lepszej-część-ludności-nieoglądającej-tej-formy-programów-telewizyjnych). Dzieciem będąc dziwiłem się sasiadce babci, że zawsze gdy przychodziła puszczana była moda na sukces. Dziś dziwie się koleżance że z rozwartymi ustami ogląda kolejny film lonelygirl15. Jak to ktoś napisał/powiedział (już nie pamietam - kolejny dowód na rzecz potęgi internetu) 2 minuty internetowego szmatławca to jak 15 minut M jak Miłość. Inny przykład - dziwiły cię kiedyś polskie spychodeliczne kreskówki pokroju Bolka i Lolka? To zobacz gołego azjate z maską konia na na głowie zbierającego grzybki. Mocna rzecz. A kto znałby Kononowicza, Jozina z Bazin, Wylewnego Cygana czy Dode gdyby nie wszechobecny YouTube? Tak - to narzędzie zagłady psychiki człowieka objawia się wszędzie! Dla fanów psychodeli jest to szczególnie pocieszne. Dlaczego? A choćby dlatego:

 

No i klasyk, którego obejrzenia sobie odmówić nie można - Wylewny Wywiad:

 

A to wszystko to zaledwie nikły promil genialności sieci.

Tak więc - miłego surfowania.

Pustynne Brzmienie - Część I - Wstęp

Dzieciem będąc muzyka mnie specjalnie nie interesowała.

Dopiero w wieku 12 lat zaczęły pojawiać się jako-takie zapały do słuchania “fajnych ziomusiów nieźle zapindalających na gitarkach” (Linkin Park, Limp Bizkit i takie sprawy - trudno mi jest się dzisiaj do tego przyznać).

Dopiero niedawne (czerwiec 2007) znalazłem płytkę Queens of the Stone Age. Era Vulgaris. Była tuż po premierze, ładna okładka, wiadomo, te sprawy. W sumie QotSA znałem już wcześniej (utwór In My Head - Need for Speed 2 Official Soundtrack), ale było to zwykłe puszczenie oczka w stronę niezłego, indy-rockowego utworku. Era Vulgaris na początku wydawała mi się taka… Sucha. Kilka kawałków mi się specjalnie spodobało (3’s & 7’s, River in the Road, Turnin’ on the Screw).

3’s & 7’s

Niepocieszony sięgnąłem po inną pozycję tej grupy - Songs of the Deaf. Znowu to samo, było nudno i sucho, ale coś mnie w tym trzymało! Może to był Milionaire, może Go withthe Flow… Nie wiem, było coś co, mimo że nie był to wewczas “mój” gatunek muzyczny, trzymało mnie przy tej świetnej kapeli.

Go with the Flow

Na zapoznanie się z Lullabies to Parlyze długo mi czekać nie przystało. O tak, tutaj sprawa zmieniła się diametralnie. Po odsłuchaniu połowy płyty ten kapitalny, lekki indy-rock (Medication, In My Head, Little Sister) zmienia się w cięzki, momentami psychodeliczny, przyprawiony Bluesem, ale dalej rock n’ rollowy Hard Rock (Someone’s in the Wolf, The Blood is Love, Skin on Skin). Ta płyta zmiażdżyła mnie doszczętnie. Już wiem że nie mam czego szukać w Pop-Punku/Rocku.

In My Head

Zafascynowany Lullabies przeszukałem sieć wszędzie wpisując imię i nazwisko wokalisty (dla niezaznajomionych: Josh Homme, lider grupy, gitarzysta i wokalista, trzon zespołu, reszta osób jest jedynie “gośćmi”, wyjątkiem są Joey Castillo oraz Troy Van Leeuwen, którzy dosyć długo utrzymują się w kapeli). No i dowiedziałem się czegoś niesamowitego - ten niepozorny człowiek był gitarzystą Kyuss. Kyussa nie znałem, poznałem - jestem zachwycony. Kyuss to pustynia. Kyuss to Black Sabbath. Kyuss to bas. Kyuss to legenda. Kyus to desert rock - technicznie hard rock znany z lat 70 z domieszka bluesa grany dosyć specyficznie (jedni twierdzą że to po prostu gitara, inni że to głośnik basowy podłączony do wszystkich instrumentów - ja tutaj nie mam zdania), ale to co usłyszysz po włączeniu Kyussa to p o t ę g a! Zacytuję tutaj pewnego człeka: (…)Po prostu zamykasz oczy i jesteś w pieprzonej Kalifornii, gdzieś niedaleko Palm Desert, i czujesz jak wiatr wwiewa ci piach w zęby i oczy. Nikt się temu nie oprze.(…) Tego co usłyszysz z głośnika przy załączonym Kyussie opisać się inaczej nie da.

Kyuss - One Inch Man

Wszystkie płyty Kyussa przesłuchałem, wszystkie uwielbiam i są dla mnie boskością! Są dla mnie wodą na pustyni.

Wracając do Queens of the Stone Age - Przesłuchałem kapitalnej, Stonerowej Selftitled (Q.O.T.S.A.). Ubóstwiam narkotykową Rated R (rozpiszę się na jej temat w innym artykule, bo to co tam jest to jak “twój pierwszy raz”).

Podsumowując - bardziej klimatycznego gatunku muzycznego niż szeroko pojęty Stoner Rock nie ma, a zespoły lepsze od Queens of the Stone Age istnieją tylko w wyobraźni każdego z nas , więc nie ma co się oszukiwać - Homme rządzi!

Spojrzenie na Planetę własnymi oczami…

Nie, nie chodzi mi tu o obrzezanie czy rozdziewiczenie…

Od zawsze stroniłem od wszelkiej maści blogów* czy “autobiograficznych stron internetowych mających na celu pokazanie swojej zajebistej osobowości, potocznie zwanej zajebistością”. Wysyłanie swoich przemyśleń w nieznane (czytaj narzędzie szatana - S I E Ć) też mnie nie fascynowało, ale kiedyś musi być ten pierwszy raz.

Pisać tu będę o Planecie. Co to jest Planeta każdy wie, ale interpretowanie tego co na niej się dzieje to już kwestia charakteru, osobowości i przeżyć człowieka. Dlatego ja będę pisał najbardziej subiektywnie jak to możliwe o tym co widze, słyszę i przeżywam.

Obok siebie staną tu takie tematy jak gry wideo, muzyka, filmy czy relacje między ludzkie (spokojnie, zadbam aby tych ostatnich było jak najmniej).

Co zainspirowało mnie do napisania bloga? Myślę że najprostszą odpowiedzią będzie - inny blog. W sumie to nawet nie jeden, a cały ich wór. Nazw wymieniać nie mam zamiaru, bo jestem pewien że wielu z was patrząc na ten wirtualny przedmiot ubóstwa jedynie (niesłusznie) obejdzie się z niesmakiem.

Tak więc życzę miłej lektury, a ja sam zabieram się za redakcję kolejnego wpisu.

*Zwrot ten dalej budzi u mnie horrendalne obrzydzenie, dlatego w przyszłości będę używał określenia “strona”.


Staty

  • 110 wbić

Kalendarz

maj 2008
P W Ś C P S N
« kwi    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031